Oszukiwał policjantów, miał problem z Okuką

„Frankowski, ciekawie rozegrane, popatrzmy Jacku, na pole karne, jest tutaj Kuźba, szuka tam miejsca, ajjjj! I mamy proszę Państwa, myślę, Ligę Mistrzów! Nie! Już mi się wydawało, ale niestety boczny podniósł chorągiewkę. Że chyba ręką zagrał piłkę Penksa?”. Ten fragment komentarza Dariusza Szpakowskiego i Jacka Gmocha z 86. minuty rewanżowego meczu Wisły z Panathinaikosem w Atenach zna każdy kibic krakowskiej Wisły. Biała Gwiazda po wygranej na Reymonta z ekipą „Koniczynek” 3:1, pojechała do Aten po upragniony awans do Ligi Mistrzów. Spotkanie od początku było bardzo wyrównane i obie ekipy na przemian stwarzały sobie dogodne sytuacje podbramkowe. Do 86. minuty meczu na tablicy świetlnej widniał wynik 2:1 dla Panathinaikosu, który promował prowadzoną przez Jerzego Engela ekipę do awansu do fazy grupowej Champions League. W 86. minucie spotkania po rzucie rożnym i wrzutce Dariusza Dudki, do pilki dopadł Marek Penksa i skierował ją do siatki, czym zapewniłby awans krakowianom do wymarzonej elity. No właśnie, zapewniłby. Innego zdania był sędzia Michael Riley, który w tylko sobie znany sposób dopatrzył się przy tym trafieniu przewinienia i podyktował rzut wolny dla Panathinaikosu. Chwila nieuwagi, szybkie przejście z obrony do ataku i w sekundę Wiślacy przeszli drogę z piekła do nieba, a wynik po bramce Teofanisa Gekasa zmienił się na 3:1. W dogrywce Panata zdobyła jeszcze czwartego gola, wykorzystując potworne zmęczenie Wiślaków, którzy grali w osłabieniu po czerwonej kartce Radosława Sobolewskiego i zapewniła sobie awans do fazy grupowej. Marek Penksa do dzisiaj nie jest w stanie pogodzić się z werdyktem sędziego i jak sam przyznaje, tamtego dnia Michael Riley robił wszystko, co w jego mocy, aby to ekipa z Aten dostała się do fazy grupowej Champions League. Co po latach słychać u słowackiego napastnika? Co najlepiej wspomina ze swojego pobytu w Krakowie? Odpowiedzi na te i inne pytania, poznacie w poniższej rozmówce z „Frodo”!

Co słychać u Ciebie w tych trudnych czasach?

Powiem Ci, że nie jest łatwo, mamy tyle obostrzeń, że szkoda gadać. Wszyscy musimy być zdyscyplinowani w tym trudnym czasie, ale uważam, że nie można siedzieć tylko w domu. Cały czas trenuje na świeżym powietrzu, a oprócz tego przeprowadzam treningi online z moimi podopiecznymi.

Czym się zajmujesz po zawieszeniu butów na kołek?

Jestem aktualnie trenerem w Dukli Bańska Bystrica, gdzie trenuje dzieci w kategoriach U7, U10 i U13. Butów na kołek jeszcze nie zawiesiłem, bo cały czas gram rekreacyjnie w 5 lidze w barwach mojego rodzinnego Velky Krtis

I jak sobie radzisz?

A powiem Ci, że całkiem nieźle! Strzeliłem w tym sezonie 10 goli i jestem trzecim najlepszym strzelcem drużyny. Często się uśmiecham, gdy widzę jak młode chłopaki mają już skurcze po pierwszej połowie. Ja mimo upływu lat nadal mam dobrą kondycje i sporo biegam. Tego się nie zapomina, to jak jazda na rowerze!

Masz już 46 wiosen na karku, długo jeszcze zamierzasz biegać za piłką?

Będę grał dopóki mam zdrowie, by młodzi mieli kogo podpatrywać i mogli czerpać niezbędne doświadczenia. Cieszę się, że to czego sam się nauczyłem w młodości, mogę teraz przekazywać kolejnym pokoleniom.

W swojej karierze zwiedziłeś kilka klubów, a w barwach Rapidu Wiedeń miałeś nawet okazję zagrać w Lidze Mistrzów, gdzie mierzyliście się m.in. z Juventusem czy Manchesterem United.

Pamiętam doskonale mecz z Juventusem, gdzie grali Didier Deschamps czy Zinedine Zidane. Już w 30. minucie przegrywaliśmy wtedy 0:3 i szczerze mówiąc co chwilę patrzyłem na zegar, ile ten mecz jeszcze potrwa. Finalnie przegraliśmy 0:5, ale mogło być o wiele wyżej! Grali kosmiczną piłkę.

Jakbyś miał wybrać najlepszego zawodnika, z jakim grałeś, to na kogo byś wskazał?

Miałem okazję grać z wieloma fantastycznymi piłkarzami, więc siłą rzeczy na pewno kogoś pominę, ale na pewno w najlepszej trójce umieściłbym Dejana Savicevicia, Andreasa Muellera oraz Uwe Beina. To byli niesamowici zawodnicy, od których wiele się nauczyłem.

Jak doszło do Twojego transferu do Krakowa?

Do Ferencvarosu przyszedł nowy trener, który nie widział mnie w składzie, więc wiedziałem, że będę musiał poszukać sobie nowego klubu. Skontaktował się ze mną Adam Mandziara i to za jego poleceniem wylądowałem na testach w Wiśle. Najpierw byliśmy na tygodniowym zgrupowaniu w Niemczech, a później musiałem pojechać do Krakowa na testy medyczne. Trochę to wszystko trwało, ale na szczęście nie było żadnych komplikacji i mogłem podpisać kontrakt.

Co najlepiej wspominasz po latach, ze swojego pobytu w Wiśle?

Najlepsze wspomnienie mam związane z moim serdecznym przyjacielem, Mauro Cantoro, jednak to tajemnica i nie mogę za bardzo o tym mówić. Myślę, że Mauro nie chciałby, by to wyszło na światło dzienne. Na pewno jednak bardzo mi się podobało to, jak kibice mnie przywitali w klubie i jak dopingowali nasz zespół. Jak strzeliłem gola i fani skandowali moje nazwisko, czułem coś niesamowitego, co trudno mi opisać słowami. Musiałbyś po prostu sam to przeżyć. Mieliśmy świetną ekipę i cieszę się, że mogłem być jej częścią.

Nie wiem czy wiesz, ale w 2012 roku wygrałeś ranking Onetu na największego świra Ekstraklasy

O widzisz, nie słyszałem o tym! Widzisz jak ten czas szybko leci, już mamy 2020 rok, a jeszcze niedawno grałem w Wiśle. Mieliśmy fajną ekipę w szatni i było w niej dużo żartów, oczywiście zachowując pewne granice. Do dzisiaj pamiętam jak Niko Mijailović spalił moją koszulkę. No cóż, pewnie mu się nie podobała. Jak tak sobie myślę, to może faktycznie nie była zbyt ładna (śmiech).

Oglądasz dalej naszą ligę?

Teraz raczej nie śledzę Ekstraklasy, ale miałem okazję być na jednym meczu podczas kadencji Macieja Stolarczyka, gdy „Głowa” załatwił mi bilety i mnie zaprosił. Byłoby super, jakby zostało zorganizowane jakieś spotkanie po latach albo mecz pomiędzy byłymi zawodnikami. Niektórych chłopaków dawno nie widziałem, a chętnie spotkałbym się z Mauro Cantoro, Nikolą Mijailoviciem, czy też Jacobem Burnsem. Stęskniłem się za nimi!

Słyszałem, że nie tylko w Polsce, ale i również na Węgrzech przeżyłeś kilka ciekawych historii

Miałem taki trik z monetami, którego policjanci nie znali i myśleli, że jestem wariatem. Mimo tego i tak dogadałem się z nimi w taki sposób, że jeśli uda mi się go wykonać, to uniknę płacenia mandatu. Widziałem ten trik (można go zobaczyć TUTAJ) w filmie Krwawy Sport z udziałem Jeana-Claude’a Van Damme’a i już jako młody dzieciak ogrywałem w ten sposob kolegów, wygrywając przy tym drobne pieniążki. Oczywiście udało mi się go wtedy przy tych policjantach wykonać, dzięki czemu zaoszczędziłem trochę kasy.

Zawsze byłeś wielkim fanem samochodów i potrafiłeś na treningi Wisły przyjeżdżać różnymi autami. Z czego to wynikało?

Każdy ma jakieś pasje i moją zawsze były samochody. Byłem fanem Formuły 1 i za każdym razem, gdy wyścig w niedzielę wygrywał Schumacher, to wtedy na trening w poniedziałek przyjeżdzałem Ferrari. Jak wygrywał Hakkinen to wsiadałem za kółko Mercedesa. Takie zabawki były dobre jak byłem młodszy, teraz nie bardzo mam na to czas.

Dzisiaj dalej masz tak dużo samochodów?
Nie, teraz mam tylko jednego mercedesa, którego sobie fajnie wytuningowałem. Co za dużo to nie zdrowo (śmiech).

Podczas Twojego pobytu w Krakowie, Wisła dosyć często zmieniała trenerów. Którego z nich najlepiej wspominasz?

Jak przyjechałem do Wisły to najpierw miałem przyjemność współpracować z Jerzym Engelem i bardzo dobrze go wspominam. Był wielkim profesjonalistą i zachowywał się bardzo spokojnie w szatni i na boisku. Lubiłem także współpracę z Danem Petrescu, który był co prawda twardym trenerem, ale nie miałem z tym problemu. Od najmłodszych lat trenowaliśmy ciężko na Słowacji i nie miałem problemu z tym, że na treningach było dużo biegania bez piłki. Chłopaki na to narzekali w szatni, zwłaszcza po naszym obozie we Włoszech, kiedy połowa drużyny po treningach biegała wymiotować w krzaki, ale ja sobie jakoś radziłem i dobrze wspominam ten okres.

A czy któryś z nich zapadł Ci w pamięć z negatywnej strony?

Z Dragomirem Okuką od początku się nie polubiliśmy. Nie dawał mi praktycznie żadnych szans na grę, a gdy go pytałem, dlaczego tak to wygląda, to nie potrafił mi odpowiedzieć i unikał rozmów ze mną. Dziwny facet, miał swoich ulubieńców i wolał na nich stawiać.

A jak wspominasz Kubę Błaszczykowskiego? Nie wiem, czy wiesz, ale kilka dni temu został oficjalnie właścicielem Wisły

Naprawdę? Nie wiedziałem, super wiadomość! Kuba podczas mojego pobytu w Krakowie początkowo siedział jeszcze na ławce rezerwowych, ale było widać po nim, że jest niesamowicie szybki i ma świetnie ułożoną prawą nogę. Jego dośrodkowania zawsze trafiały tam, gdzie chciał. Powiedz mi, czyli Kuba teraz jest samodzielnym właścicielem klubu?

Wraz z Tomaszem Jażdżyńskim i Jarosławem Królewskim. Jego brat został wybrany na fotel prezesa

Nieźle! Tego bym się nie spodziewał. Super, mam nadzieję, że dzięki niemu klub wróci na właściwe tory.

Myślisz jeszcze czasem o tym nieszczęsnym spotkaniu z Panathinaikosem? Mogłeś zostać bohaterem całego Krakowa

Do teraz wspominam ten mecz i zastanawiam się, gdzie Wisła teraz mogłaby być, gdyby udało nam się awansować. Moje nazwisko na dodatek zapisałoby się w historii klubu i wszyscy kibice, by wiedzieli, że był kiedyś w Wiśle taki Marek Penksa i strzelił bramkę dającą awans do Ligi Mistrzów. Tak chyba jednak musiało być, bo wszyscy na stadionie, poza arbitrem, widzieli, że nie było tam żadnej ręki.

Uważasz, że ten mecz był w stu procentach czysty?

Jak tak myślę po latach to uważam, że ten mecz mógł być ustawiony. Dało się odczuć na boisku, że sędziowie gwizdają wszystko pod gospodarzy, bo Panata to większy klub i musi awansować, a Wisła Kraków to mały zespół z Polski. Nie wiem co Riley tam widział, ale skrzywdził nas strasznie.

Chwilę po odpadnięciu z Panathinaikosem, szybko odpadliście również z Pucharu UEFA po dwumeczu z Vitorią Guimaraes.

Dwumecz z Panathinaikosem strasznie utkwił nam w głowie i długo o nim jeszcze później rozmawialiśmy, zresztą podobnie jak nasi kibice. Musieliśmy jednak starać się zmobilizować, skoncentrować i grać dalej, bo wiedzieliśmy, że czasu nie cofniemy i nic z tym nie możemy zrobić. Skupiliśmy się na lidze i byliśmy blisko mistrzostwa, brakło nam chyba tylko dwóch punktów do Legii.

Chciałbyś na sam koniec przekazać coś kibicom Wisły?

Bardzo mi miło, że o mnie nie zapomnieli. Latem na pewno będę chciał przyjechać na jakiś mecz, jak sytuacja z koronawirusem już się unormuje. Pozdrawiam serdecznie wszystkich kibiców. Pamiętajcie, że zawsze trzymam kciuki za Wisłę, bo to klub, który został w moim sercu. Trzymam kciuki za Kubę i niech trzyma w ryzach naszą Wisełkę!

Z Markiem Penksą rozmawiał Sebastian Kaniewski

Jeśli spodobał Ci się ten wywiad i chcesz być na bieżąco z kolejnymi, nowymi materiałami, zapraszam do polubienia mojego fanpage na Facebooku, gdzie znajdziesz na bieżąco wszystkie informacje dot. przyszłych rozmówców! Kliknij TUTAJ, aby zlajkować mój Fanpage!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *