Nie szanuje Skorży jako człowieka, a Cantoro włożył mu do torby Playboy’a

Ostatni dzień listopada 2006 roku. Wisła Kraków na własnym boisku mierzy się z Bazyleą w meczu rozgrywanym w ramach fazy grupowej Pucharu UEFA, ówczesnego odpowiednika dzisiejszej Ligi Europy. Biała Gwiazda od ponad miesiąca nie wygrała żadnego meczu o punkty, a posada Dragomira Okuki, który dwa miesiąca wcześniej zajął miejsce zwolnionego Dana Petrescu, poważnie wisi na włosku. Krakowianie, na których przed meczem nikt nie stawiał, grając na totalnym luzie i sporej fantazji ostatecznie odnoszą efektowne zwycięstwo 3:1. Jedną z bramek w tej rywalizacji, przepięknej zresztą urody, zdobył Jean Paulista. Jak Brazylijczyk po latach wspomina swój pobyt w Krakowie? Czym aktualnie się zajmuje? W jaki sposób nazywał na treningach Kubę Błaszczykowskiego? Co jego zdaniem różni Macieja Skorżę od Dana Petrescu? Odpowiedzi na te i inne pytania, poznacie w poniższej rozmówce z niezwykle sympatycznym Brazylijczykiem.

Ostatni raz w barwach Wisły wystąpiłeś ponad trzynaście lat temu. Kibice jednak do dzisiaj Cię pamiętają, spodziewałeś się tego?

Czasami sam się temu dziwię! Spędziłem w Wiśle jednak niesamowite trzy lata. Zdobyłem mistrzostwo, urodziła mi się tutaj córka. Pamiętam jak podczas mojego pierwszego meczu dla Wisły kibice skandowali moje nazwisko. Zawsze miło wspominam ten okres, choć nie było łatwo na początku przystosować mi się do życia w Polsce.

Co sprawiało Ci największą trudność?

Początki w nowym kraju nigdy nie należą do łatwych. Nie mogłem przystosować się do klimatu panującego w Polsce, do miasta, do polskiej ligi. Miałem na szczęście jednak spore wsparcie ze strony klubowych kolegów, którzy bardzo mi wówczas pomagali.

Kto w tamtych czasach trzymał szatnię Wisły w ryzach?

Jednym z liderów był „Stolar”. Wiedział jak rozmawiać ze wszystkimi, kiedy można żartować, a kiedy trzeba porozmawiać na poważnie. Można powiedzieć, że to właśnie on głównie opiekował się zawodnikami z zagranicy i pomagał dobrze wkomponować się w zespół.

Wiesz, że do niedawna był trenerem Wisły?

Tak i uważam, że świetnie sobie radził, szkoda, że go zwolniono. Zawsze był typem lidera i był bardzo lubiany przez zawodników. Co jakiś czas sprawdzam jak radzi sobie Wisła, na tyle oczywiście ile pozwala mi czas, więc jestem ze wszystkim na bieżąco.

Jak zatem zareagowałeś na wieści o możliwym upadku klubu i poważnych problemach finansowych, z którymi zresztą do dzisiaj zmaga się Wisła?

Na początku nie mogłem w to uwierzyć. Przecież to jeden z największych klubów w Polsce, z ogromnymi tradycjami! Mam Wisłę w sercu i nie ukrywam, że bardzo się martwiłem zaistniałą sytuacją. Jestem szczęśliwy jednak, że w klubie są tacy zawodnicy jak Kuba, „Głowa”, „Broziu” czy też tak jak wcześniej „Stolar”, bo oni nie pozwolą Wiśle upaść.

Kuba jest teraz nawet jednym z trójki właścicieli „Białej Gwiazdy”.

To niesamowity chłopak. Kiedy trafiłem do Wisły, Kuba był jeszcze bardzo młody, jednak już wtedy wyróżniał się wśród innych nastoletnich graczy swoją pracowitością. Podczas moich początków w Krakowie mówiłem na niego „dziewczyna”. Było to jedno z pierwszych słów, których nauczyłem się w Polsce. Było z tego powodu sporo śmiechu, wydaje mi się, że Kuba pamięta tę ksywkę do dzisiaj!

Podczas pobytu w Krakowie jednym z Twoich najlepszych przyjaciół był Mauro Cantoro, z którym również związanych jest kilka ciekawych historii.

Tak, Mauro zawsze był typem żartownisia. Pewnego dnia Radek Majdan przyniósł do szatni po treningu magazyn Playboy’a, w którym ukazała się sesja zdjęciowa z udziałem Dody. Jestem chrześcijaninem i osobiście nie oglądam takich rzeczy. Magazyn ten leżał jednak w naszej szatni i podczas mojej chwilowej nieobecności, Mauro musiał włożyć mi go do torby. Niczego nie świadomy wróciłem do domu, położyłem torbę na stole i udałem się na
zakupy. Kiedy wróciłem, żona w drzwiach przywitała mnie wymachując tym magazynem w moim kierunku, pytając mnie dlaczego coś takiego noszę przy sobie. Teraz wspólnie z żoną śmiejemy się z tej sytuacji, ale uwierz mi, gdybyś wtedy zobaczył jej minę, absolutnie nie byłoby Ci do śmiechu!

Jednym ze szkoleniowców, z którym pracowałeś w Wiśle był Dan Petrescu, słynący z wprowadzenia do Krakowa zachodnich metod szkoleniowych. Jak go wspominasz?

Pod względem taktycznym za kadencji Petrescu wszystko stało na bardzo wysokim poziomie. Odkąd przyszedł do klubu powiedział otwarcie, że jeśli będziesz u niego ciężko pracował, to będziesz mógł liczyć na miejsce w składzie. To nie spodobało się starej gwardii, bowiem dla niego nie
liczył się staż w drużynie, tylko to co zawodnik ma do zaoferowania na boisku. Gdy tylko mu się coś nie podobało, to bez żadnego zawahania był w stanie Ci to powiedzieć. Bardzo go ceniłem, bo zawsze był wobec Ciebie szczery i mówił jak jest, nie mydląc Ci oczu.

Czego zatem Twoim zdaniem zabrakło? Petrescu dosyć szybko pożegnał się z Krakowem, piłkarze głośno mówili w prasie, że nie podobały im się jego metody szkoleniowe.

Sytuacja, którą zastał Petrescu w drużynie tuż po swoim przyjściu nie była dobra. Kiedy dołączył do nas, zaczął wszystko zmieniać, co nie było łatwe. Do tej pory w Wiśle bowiem pracowali trenerzy z Polski oraz tacy, którzy znali polską ligę. Petrescu miał doświadczenie z Anglii i Włoch i te metody próbował stosować u nas. Jego treningi były jednak bardzo ciężkie, do czego nie byliśmy przyzwyczajeni. Zabrakło moim zdaniem w tym wszystkim jakiejś równowagi.

Po swój jedyny tytuł mistrzowski zdobyty w Polsce sięgnąłeś za kadencji Macieja Skorży. Z nim jednak od początku nie było Ci po drodze.

Czarę goryczy przelała sytuacja, która miała miejsce podczas meczu z Ruchem Chorzów (5 kwietnia 2008 roku – przyp. red). Prowadziliśmy 1:0 i Skorża kazał mi się rozgrzewać, chciał mnie wprowadzić, abym pomógł powiększyć prowadzenie, by mecz nieco się uspokoił. W pewnym momencie poprosił mnie, bym ubrał koszulkę i byłem już praktycznie gotowy do wejścia na boisko. W międzyczasie gola na 2:0 zdobył jednak Tomas Jirsak i Skorża doszedł do wniosku, że lepiej przy dwubramkowym prowadzeniu prowadzić
na plac gry Radosława Matusiaka. Trochę się wtedy zagrzałem, zdjąłem koszulkę i bez słowa poszedłem do szatni.

Później za swoje zachowanie zostałeś przesunięty do Młodej Ekstraklasy.

Tak, ale po jakimś czasie Skorża postanowił przywrócić mnie do drużyny. Wiem, że moje zachowanie nie było do końca dobre, ale uważam, że trener również nie był w porządku, jeśli chodzi o swoje podejście do zawodników. Kiedy przychodził do Wisły przeprowadzał indywidualne rozmowy z zawodnikami, w tym również ze mną. Powiedział mi, że bardzo na mnie liczy i jestem dla niego ważnym zawodnikiem. Jestem osobą, która bardzo ceni sobie ludzkie słowo, a kiedy nie wywiązujesz się z tego co do mnie mówisz, tracę do ciebie szacunek i zaufanie. To co mówił do ciebie Skorża w poniedziałek, we wtorek nie miało kompletnie żadnego pokrycia. Nie lubię takich ludzi.

Wiemy, że teraz sam jesteś trenerem. Z perspektywy czasu, w swoich metodach szkoleniowych bliżej Ci do Skorży czy do Petrescu?

To trudne pytanie. Petrescu szanowałem jako człowieka, wszystko to co mówił, zawsze miało pokrycie w rzeczywistości. Nie potrafił jednak  dostosować swoich metod treningowych do drużyny. Skorża pod tym względem wypadał lepiej. Podczas swoich treningów dużo czasu poświęcał na grę piłką i ja staram się robić to samo. W relacjach międzyludzkich bliżej mi do Petrescu, natomiast jeśli chodzi o metody stricte szkoleniowe można porównać mnie do Skorży.

W jakim klubie aktualnie pracujesz?

Obecnie jestem trenerem drużyn młodzieżowych do lat 17 i 20 w Gremo Osasco Audax. Jest to klub zlokalizowany w stolicy Brazylii w Sao Paulo. Jesteśmy znani w Brazylii z gry piłką krótkimi podaniami, tak jak Wisła w Krakowie, czy też Barcelona w Hiszpanii. Dużo pracuję, aby któregoś dnia wrócić do Europy, tym razem w charakterze szkoleniowca. Mam licencję UEFA Pro i z dnia na dzień podnoszę swoje umiejętności.

Masz w swoim zespole piłkarzy, którzy Twoim zdaniem byliby realnym wzmocnieniem dla Wisły?

Mamy wielu utalentowanych graczy. Uważam, że kilku z nich ma sporą szansę na zrobienie kariery w Europie. Muszą jednak sporo popracować nad swoimi warunkami fizycznymi. Poza tym, uważam, że obecnie nie są
gotowi na wyjazd z powodu braku znajomości języka angielskiego. Mieliby spore problemy z komunikacją. Nie chcę im niczego narzucać, ale oczywiście, jeśli tylko zapytaliby mnie o Wisłę, to opowiadałbym im o niej w samych superlatywach.

Czego na sam koniec Ci życzyć?

Powrotu do Wisły! Wiem, że kiedyś mi się to uda. Nigdy nie wiadomo, kiedy taka okazja się nadarzy, ale zrobię wszystko, by w odpowiednim czasie być na to gotowym. Kraków i Wisła są w moim sercu!

Z Jeanem Paulistą rozmawiał Sebastian Kaniewski.

fot: sport.interia.pl/prywatne archiwum Jeana Paulisty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *